• Tatry Wysokie
  • Tatry Zachodnie
  • Tatry Słowackie

14. rocznica największej tragedii w polskich Tatrach

Kategoria: Ogólne

28 stycznia mija 14 lat od najtragiczniejszego wypadku lawinowego, jaki miał miejsce po polskiej stronie Tatr. 28 stycznia 2003 roku lawina, która zeszła ze stoków Rysów pozbawiła życia 8 osób – licealistów z Tychów oraz jednego z opiekunów. Początkowo nie było wiadomo jak wielkie są rozmiary tej tragedii.


Okolice Morskiego Oka. fot: JanDanek.com

Uczniowie wraz z opiekunami do schroniska nad Morskim Okiem dotarli dwa dni przed tragicznymi wydarzeniami. Cała grupa zamierzała zdobyć najwyższy szczyt Polski (2499 m n.p.m.). Wyprawę przygotował samodzielnie ich opiekun - Mirosław Szumny, nie korzystając z przewodnika tatrzańskiego.

Ratownik Władysław Cywiński, który schodził wtedy z dyżuru rozmawiał z nauczycielem – odradzał mu to, co zamierzał.

Pierwszej grupie uczniów udało się zdobyć szczyt 27 stycznia. Druga grupa wyruszyła na Rysy następnego dnia, mimo iż w nocy warunki pogodowe znacznie się pogorszyły i wyprawa powinna zostać przełożona. Młodzież wraz z opiekunem była już powyżej Czarnego Stawu pod Rysami, gdy ze zboczy zaczęła schodzić lawina. Cztery osoby idące, jako pierwsze znalazły się ponad jej obrywem. Wśród nich znajdował się nauczyciel.

Ratownicy, którzy wyruszyli na poszukiwania nie wiedzieli ile dokładnie osób znajduje się pod śniegiem. Te informacje uzyskali od dziewczyny, którą odnaleźli oraz od opiekuna grupy, który zszedł w ich kierunku.

Pierwszego dnia znaleziono 3 osoby – dwóch chłopców, z których jeden już nie żył, a drugi zmarł później w szpitalu oraz wyżej wspomnianą dziewczynę, która nie miała poważnych obrażeń. Poszukiwania trwały do późnych godzin wieczornych. Niestety nikogo więcej nie udało się tego dnia odnaleźć.

fot. Jakub Horwath

Ciała pozostałych sześciu uczniów, znaleziono dopiero wiosną, kiedy można było rozpocząć nurkowanie w Czarnym Stawie pod Rysami. Ciała ofiar zostały wepchnięte wraz z masami śniegu pod jego taflę. Ostatnią osobę wyciągnięto na powierzchnię dopiero 17 czerwca.

Kiedy trwały poszukiwania do Zakopanego przyjeżdżali rodzice swoich dzieci. Ratownicy wspominają te spotkania w rozmowie z Onetem:

Jan Krzysztof, naczelnik TOPR: „Miałem z nimi kontakt już pierwszego dnia. Pamiętam, że spotkaliśmy się w centrali TOPR. Uważam, że rodziny, jako pierwsze mają prawo dowiadywać się o losie bliskich. A wtedy sytuacja była ciężka ze względu na rozmiar tragedii i czas trwania akcji - ostatnie ciała odnaleziono i wydobyto kilka miesięcy po wypadku, więc tym większa była potrzeba kontaktu. Rodzice chcieli i mieli prawo wiedzieć, czy wszystkie środki zostały i zostaną wykorzystane. To nie były osoby związane z górami. Musieliśmy tłumaczyć im szczegóły akcji, specyfiki warunków, zwłaszcza zimą. Chcieli wiedzieć, co się dzieje. Że robimy wszystko, co można”

„W tych wszystkich akcjach ratunkowych, zwłaszcza wiosennych, majowych i czerwcowych towarzyszyły nam rodziny ofiar. Z nadzieją, że tym razem ich dziecko zostanie odnalezione - mówi Adam Marasek. - Gdy prowadzone były nurkowania w stawie, stali daleko z boku. Gdy udało się odnaleźć ciało, opisywaliśmy im ubranie. Wtedy ktoś z tych rodziców podchodził...”

Była to największa tragedia lawinowa, jaka do tej pory wydarzyła się w polskich Tatrach. Porwała siedmiu licealistów z „Kruczka” oraz ich dwóch opiekunów. Tragedię przeżyła jedynie jedna dziewczyna – Luiza. Przemysław Kwiecień zmarł w szpitalu po dwóch i pół miesiącu walki o życie. W dniu katastrofy wydobyto ciało Łukasza Matyśkiewicza. Po ponad trzech miesiącach odnaleziono ciała pozostałych ofiar: 13 maja Szymona Lenartowicza, 5 czerwca Artura Rygulskiego, 7 czerwca Ewę Pacanowską i Andrzeja Matyśkiewicza, 8 czerwca Tomasza Zbiegienia (drugi opiekun), 17 czerwca Justynę Narloch.

Na podstawie wydarzeń z tamtego tragicznego dnia powstał film "Cisza", który możecie obejrzeć tutaj.


Dodał: Agnieszka Jurczak
2017-01-28 01:00
Wyświetlenia: 620

Ostatnie komentarze

Ostrzeżenia